Minął TRZECI miesiąc!!!
 Oceń wpis
   

To już 3 miesiące odkąd założyłem bloga!!! Chyba wiedzą już o moim blogu wszyscy których znam i którzy mnie znają. Ale wiele obcych osób też odwiedza mojego bloga przez ten miesiąc znacznie poprawiła się popularność mojego bloga trafiłem na drugą stronę w najpopularniejszych blogach portalu bblog i zajmuje tam pierwsze miejsce.

W minionym miesiącu odwiedziło mojego bloga 4900 osób a wsunie wczytywań mojej stronki było 8000 ten miesiąc wiele zmienił mój blog niewiem co sprawiło że nagle stał się od tak popularny średnio dziennie wejść na mojego bloga jest około 200 osobiście jestem bardzo zadowolony. I to by było na tyle dzisiejszego wpisu. Serdecznie dziękuję wszystkim którzy odwiedzają mojego bloga i dają komentarze!!!

Nie dopuszczę również do tego, by wczorajsze sukcesy wprawiły mnie dzisiaj w błogie samozadowolenie, gdyż jest to główna przyczyna każdej porażki. Zapomnę o zdarzeniach minionego dnia, dobrych czy złych, i powitam nowy dzień z wiarą, że będzie to najlepszy dzień w moim życiu. Wytrwam, dopóki tylko życie tli się we mnie, albowiem znam jedną z głównych zasad sukcesu; jeśli potrafię wytrwać, osiągnę zwycięstwo” – Og Mandino

Komentarze (2)
Wirtualnym cmentarz-pomysłem na bizness:(:(
 Oceń wpis
   

Czarny humor z e-cmentarza

Jak zarobić na wirtualnej pamięci o zmarłych?

Na wirtualnym cmentarzu, możesz postawić bliskiemu zmarłemu wirtualny grób i zapalić wirtualną świeczkę, a do wazonu wstawić wirtualny bukiet. I tylko opłata za te usługi jest realna.

W Internecie jak grzyby po deszczu powstają wirtualne cmentarze, które proponują klientom uczczenie pamięci ich bliskich zmarłych. Jeden z nich, który działa od grudnia ubiegłego roku, grafiką przypomina grę komputerową. Przy nostalgicznej muzyce, stajemy przed główną bramą wirtualnego cmentarza, nad którym wiszą ciemne chmury i fruwają czarne ptaki. Strzegą jej dwa kamienne lwy. Obok jest mniejsza brama – to wejście na cmentarz dla zwierząt. Zanim udamy się na któryś z cmentarzy, możemy od staruszki na straganie kupić znicze, kwiaty, wieńce i wiązanki. Potem wystarczy już tylko kliknąć w bramę, która otworzy się przed nami szeroko.

Przy grobie on-line

Na tablicy informacyjnej wiszą najnowsze nekrologi. Możemy wybrać kwaterę, którą chcemy odwiedzić, lub konkretny grób, przejrzeć księgę zmarłych albo zarezerwować miejsce. Możemy też po prostu spacerować, oglądając wirtualne nagrobki i pochówki w katakumbach. Jest ich w sumie już ponad 1600.

Po kliknięciu na grobowiec (pojedynczy, podwójny, rodzinny), wyświetlane są informacje o zmarłym, jego rodzinie, można przejrzeć zdjęcia, wiersze, życiorys, wpisać się do księgi pamiątkowej lub zobaczyć, kto podarował wirtualne znicze i kwiaty. Można też ufundować znicz, wiązankę, kadzidełka…

Podobnie jest na cmentarzu dla zwierzaków: granitowe pomniki z podobiznami pupili lub odciskami ich łap. Tu "leżą" psy, koty, papugi, króliki, a nawet konie.

– Codziennie mamy więcej pochówków na cmentarzu dla zwierząt niż dla ludzi. To dlatego, że cmentarzy dla zwierząt jest w rzeczywistości mało, a ludzie chcą mieć takie miejsce pamięci po ulubionym zwierzaku – mówi Dariusz Pałęcki, szef warszawskiej firmy, do której należy wirtualny cmentarz.

Zaprojektuj własny grób

Twórcy wirtualnych cmentarzy przekonują, że skoro nasze życie stało się tak nowoczesne, dlaczego też nie unowocześnić jego zakończenia. "Żyjemy tak długo, jak żyje pamięć o nas" – piszą na serwerach. Dlaczego więc tej pamięci nie wklepać w komputerową sieć, w której będziemy istnieć podobno "do końca dziejów ludzkości"?"

Na wirtualnym cmentarzu możemy upamiętnić w jednym miejscu – na przykład w grobie rodzinnym – wszystkich naszych bliskich, niezależnie od tego, gdzie i jak dawno temu zmarli. Niektóre serwery umożliwiają nawet zamieszczanie krótkich filmików z życia bliskich. Internet zbliża ludzi także po śmierci. Mieszkając we Włoszczowej czy Nowym Jorku, mamy okazję zapalić świeczkę na "grobie" Jana Pawła II, ks. Jana Twardowskiego, Ryszarda Kapuścińskiego lub Tadeusza Nalepy. Twórcy wirtualnych nekropolii podkreślają, że większość ich klientów pochodzi z zagranicy. Zapalają świeczki na wirtualnych grobach rodziny i przyjaciół, bo od rzeczywistych dzielą ich tysiące kilometrów.

Można także zadbać o własny "grób". Zarezerwować miejsce, wybrać kształt przyszłego pomnika, napisy… A także – co już brzmi zupełnie makabrycznie – zostawić "głos zza grobu". To wiadomość, która zostanie odtworzona już po śmierci jej autora. Może to być także e-mail, który po śmierci nadawcy zostanie rozesłany do rodziny, przyjaciół albo wrogów.

Jaja z pogrzebu

W Internecie trwa gorąca dyskusja na temat takich nekropolii. Na forum internauci piszą: "Pomyślcie, co robicie... Może po prostu warto odwiedzić realny cmentarz i się tam pomodlić. Może niedługo będziecie się modlić do komputera??? Jeśli to dotyczy wspomnień zmarłych osób, to niech to się nie nazywa cmentarz tylko wspomnienia bliskich. Nie róbcie sobie jaj z tak ważnych rzeczy"; "Ludzka zachłanność nie zna granic! Zarabiać już można na wszystkim..."; "Żal mi was, a może nie was, a waszych bliskich, którzy właśnie w taki sposób zostaną pochowani"; "Fajna gra – tylko zasady trochę niejasne"; "Od razu widać, że chodzi o szmal".

– To nadużycie, przejaw komercji – mówi ksiądz kanonik Tomasz Król z Warszawy. – Zachęcałbym do większej dbałości o realne cmentarze: o uporządkowanie grobów, modlitwę nad nimi… Człowiek wierzący czci pamięć o zmarłych, modląc się za ich dusze. W każdej Mszy św. modlimy się za zmarłych, co miesiąc w parafiach odprawia się specjalne Msze św., polecające dusze zmarłych miłosierdziu Bożemu. Najważniejsza jest przecież żywa, a nie wirtualna, wspólnota Kościoła, która modli się za zmarłych.

Są też tacy, którzy bronią tego pomysłu: "Mieszkam w Anglii. Teraz częściej mogę odwiedzać moich bliskich, którzy umarli w Polsce"; "Nie każdego stać, aby pojechać na realny grób jakiejś znanej osoby i zapalić znicz. A co do opłat, to na cmentarzu realnym więcej się płaci". "Zdajemy sobie sprawę z tego, że w świecie tak pełnym obowiązków nie zawsze możemy odwiedzać groby naszych bliskich tak często, jak byśmy tego chcieli" – napisała na stronie wirtualnego cmentarza psycholog Ewa Ostrowicz.

Pomysł podoba się teologowi, ks. Dariuszowi Kowalczykowi SJ: – Internetowy cmentarz rozumiem jako miejsce pamięci i wdzięczności. Wiele nagrobkowych wpisów wskazuje ponadto na wiarę w życie wieczne. Niektórzy wyrażają taką wiarę również w odniesieniu do zwierząt, co przecież nie jest herezją. Sądzę, że taki internetowy cmentarz to dobra rzecz – świadectwo dobrych uczuć i pragnień. Warto byłoby na takiej stronie pomyśleć o aspekcie modlitwy za zmarłych. Pogłębiłoby to tzw. ofertę usług.

Liczą na zyski

Najbardziej skromne miejsce na wirtualnym cmentarzu – o pojemności 100 KB – kosztuje 5 zł plus podatek VAT. Nagrobek VIP-a, zaprojektowany na indywidualne zamówienie, to już wydatek ok. 300 zł. Do tego trzeba płacić za znicze, wiązanki, wieńce… Za pięć złotych kupimy świeczkę, która będzie się palić przez tydzień, za dziesięć złotych – przez pół roku.

– Nie ukrywam, że jest to komercyjne przedsięwzięcie – mówi Dariusz Pałęcki. – Chcemy na tym zarobić. Mamy koszty: utrzymujemy serwer, zatrudniamy trzy osoby. Na razie nie mamy takich zysków, na jakie liczymy, ale bardzo szybko przybywa nam klientów. Myślę, że za rok nie będziemy już musieli do tego dokładać. Zrodło: Onet


"Dziś moja stara skóra rozsypała się w proch. Będę kroczyć między ludźmi z podniesioną głową i nie poznają mnie, ponieważ od dziś jestem nowym człowiekiem" - Og Mandino

Ł.P

Komentarze (10)
1 etap-Najważniejszy!!!
 Oceń wpis
   

Niewątpliwie jest to najważniejszy etap musimy według niego się stosować do pozostałych etapów na początek zrzucamy starą skórę znoszącą niepowodzenia i rodzimy się na nowo wszystko zaczynamy od nowa. Niebędziemy pamiętać tego co było wszystkiego nauczymy się odnowa będą w nas same dobre nawyki złych się pozbędziemy będzie to jedna z głównych przyczyn dzieki których osiągniemy sukces ale będziemy też musieli stosować się do pozostałych rad i bardzo uważnie ich przestrzegać dzieki temu osiągniemy sukces. Staniemy się nowym człowiekiem od dziś zaczniemy nowe życie.

„Rozpocznę podróż bez bagażu niepotrzebnej wiedzy i doświadczeń bez znaczenia.
Natura ofiarowała mi już wiedzę i instynkt nieskończenie wyższe od wiedzy i instynktu jakiegokolwiek zwierzęcia.
Natomiast wartość doświadczenia zwykli przeceniać głównie ludzie starzy, którzy kiwają mądrze głowami i mówią głupio.
W rzeczywistości doświadczenie uczy nas ciągle, a nauka ta pochłania lata, przy czym jej wartość maleje z upływem czasu, potrzebnym do osiągnięcia tej szczególnej mądrości.
Ona zaś i tak ostatecznie przemija wraz ze śmiercią ludzi, którzy ją zdobyli”- Og Mandino


Ł.P

Komentarze (1)
1+9 etapów do sukcesu!!!
 Oceń wpis
   

Następne 10 kolejnych wpisów będzie dotyczyło a właściwie będzie zawierać 10 rad dzięki którym osiągniemy sukces w biznesie zauważyłem że wiele osób pisze na bblog swoje rady jak odnieść sukces mam nadzieje że moje też wam się w czym przydadzą. Będzie to wiedza starożytnych jak osiągnąć sukces na tej wiedzy wychowały się pokolenia amerykanów więc dlaczego pokolenia polaków też by nie mogły w końcu „Polak potrafi” i jak bardzo będziemy czegoś chcieć to prędzej czy później to osiągniemy.

„Kariera, którą wybrałem, daje wiele wspaniałych możliwości, ale równocześnie pełna jest udręki i rozpaczy, albowiem gdyby zwłoki tych, którzy ponieśli klęskę, ułożyć jedne na drugich, rzuciłyby one z wysoka cień na wszystkie piramidy tej ziemi.
A jednak nie doznam porażki jak inni, ponieważ trzymam w rękach mapy nawigacyjne,
które poprowadzą mnie przez groźne prądy aż ku lądom, które jeszcze wczoraj wydawały mi się tylko mrzonką” -Og Madino



Ł.P

Komentarze (3)
Miłość czy przyjaźń??? Oto jest pytanie!!!
 Oceń wpis
   
W życiu każdego człowieka jest coś, co sprawia, że jest on szczęśliwy i radosny, a także coś, co czyni go smutnym i przygnębionym. Szczęście to pojęcie bardzo dobrze przez ludzi znane, szczęście jest wtedy, kiedy człowiek się uśmiecha, kiedy jego oczy są radosne, kiedy czuć od niego bijące ciepło. Chyba każdy człowiek na ziemi miał do czynienia ze szczęściem. Ludzie kochają być szczęśliwi, bo wtedy mogą być mili i uprzejmi, mogą pomagać innym, dzielić się swym szczęściem. Chcą jak najdłużej je zatrzymać, nie chcą się go pozbyć nawet na chwilę. Nie należy im się dziwić - w końcu nikt nie lubi być smutny.

Smutek … co tak naprawdę oznacza to słowo, co można przez to rozumieć. Czy smutnym znaczy być niemiłym, odrzucającym pomoc, czy może zapłakanym i milczącym. Każdy człowiek na świecie jest w pewnym stopniu smutny, jeden bardziej, drugi mniej. Są ludzie którzy tłumią w sobie smutek, nie dają innym poznać po sobie, że coś ich trapi, dręczy. Są także tacy, którzy nie umieją ukryć smutku, których emocje są tak głębokie, że nie pozwalają im na to.

Każdy z nas miał do czynienia z obydwoma pojęciami. Jedni z nas zaznali w życiu więcej szczęścia, inni więcej smutku. Lecz oba te słowa nie są nam obce.
Czy być szczęśliwym znaczy być kimś złym? A może być smutnym znaczy być kimś kto nie liczy się z innymi? Czy aby być szczęśliwym, trzeba poświęcić jedno, aby zyskać drugie? Jeśli nie to dlaczego często tak się dzieje? Tracimy coś lub kogoś, kto jest dla nas bardzo ważny w życiu, kogoś bardzo nam bliskiego i kochanego. W zamian za to zyskujemy inną osobę, którą równie mocno kochamy i uważamy za bardzo ważną w naszym życiu. Czy naprawdę jest to koniecznością szczęścia? Wiele osób odpowie „nie”. Prawie każdy odpowie „nie”, lecz znajdzie się też cząstka która odpowie „tak – to jest konieczne, a przynajmniej u nas było konieczne, aby być chociaż trochę szczęśliwym”.

Więc co tak naprawdę wybrać: miłość, która - jak mówią inni - jest najważniejsza w życiu, czy przyjaźń, która jest nie mniej ważna? Część zapewne odpowiedziałaby, że można pogodzić miłość i przyjaźń. Tak, w wielu przypadkach jest to możliwe. Lecz co wtedy gdy nie można pogodzić ze sobą tych dwóch najważniejszych w życiu każdego człowieka wartości? Co kiedy każda ze stron wymaga jak największego zainteresowania? Kiedy chce być zawsze pierwszą? Miłości - każdy pragnie kochać i być kochanym, tak już są stworzeni ludzie. Miłość wymaga poświęcenia i zaangażowania. Przyjaźń – coś, co w życiu człowieka liczy się równie mocno jak miłość. Każdy chce mieć przyjaciela, któremu może się zwierzy, którego może zapytać o radę, na którego zawsze może liczyć.

Co jest ważniejsze: Miłość, czy Przyjaźń? I to i to jest równie ważne. Lecz co wtedy, kiedy Przyjaciele uważają, że poświęca im się za mało czasu z powodu Miłości? Wtedy trzeba naprawić swój błąd i poświęcić im więcej czasu. A co, jeśli poprzez to naprawianie, Miłość będzie uważała, że została zaniedbana? Każdy chce być na pierwszym miejscu, nikt nie lubi być odkładany na druga półkę. A co, jeśli osoba „z dylematem” nie umie sobie z tym wszystkim dać rady, bo zarówno jedna strona jak i druga wymaga tego samego, czyli większego zainteresowania? Co w takiej sytuacji zrobić? Chciałoby się powiedzieć: „no więc poświeć jeden dzień Miłości, drugi Przyjaźni, a wszystko na pewno się ułoży”. Lecz co, jeśli to nie pomoże, jeśli jedna ze stron ciągle będzie niezadowolona?

A co wtedy kiedy umówimy się z Przyjaźnią a później odmówimy, umawiając się z Miłością, gdyż wiemy, że z Przyjaźnią możemy spotkać się na drugi dzień, a z Miłością nie, ponieważ nie będzie miała czasu? Co wtedy zrobić: odmówić, czy nie? Wiemy, że z Miłością nie widzieliśmy się długo, tęsknimy i pragniemy się z nią spotkać, ale z drugiej strony jest Przyjaźń, co prawda widzieliśmy się z nią niedawno, lecz słowo to słowo - nie chcemy jej zawieść. Co wtedy? Kogo wybrać: Miłość, której obawiamy się stracić, jeśli nie poświęcimy jej odpowiednio dużo czasu, czy Przyjaźń, którą także boimy się stracić…? Co, jeśli nie chcemy stracić ani Miłości, ani Przyjaźni a wszystko idzie ku temu, że jedną z tych wartości tracimy? Co, jeśli nie umiemy sobie z tym dać rady, nie wiemy jak postępować, jak organizować czas dla Miłości i Przyjaźni, co kiedy potrzebujemy pomocy z jednej ze stron? A co wtedy kiedy nie możemy jej uzyskać, bo strona ta uważa, że niczego nam w życiu już nie potrzeba?


"Jak będę przemawiać? Wychwalać będę moich wrogów, a zmienią się w moich przyjaciół. Dodam otuchy moim przyjaciołom, a staną się moimi braćmi. Zawsze będę szukać powodów do pochwał i nigdy nie zniżę się do tego, by rozsiewać plotki. Kiedy odczuję pokusę krytykowania, ugryzę się w język, kiedy zaś poczuję chęć mówienia pochwał, rozgłoszę je całemu światu"-Og Mandino

Ł.P
Komentarze (13)
HYPERREAL.INFO - ciekawa strona
 Oceń wpis
   

Bardzo fajna strona działająca już bardzo długo funkcjonuje w Internecie już od przeszło 11 lat. Strona ta a w zasadzie można to już nazwać portalem ma swoich przeciwników jak i zwolenników ja zaliczam się do tych drugich ponieważ uważam że ta strona uczy młodych ludzi którzy są ciekawi co powoduje dana substancja przeciwnicy mówią że jest to nauka ćpania a nieprawda bo jeśli ktoś będzie chciał to i tak spróbuje a ta stronka może  przestrzegać gdyż są tam opinie ludzi którzy spróbowali danej substancji z tego co czytałem to są to szczere opinie i jak ktoś przeczyta sobie to może już niemieć ochoty próbować.

Na tej stronie są opisane wszystkie substancje halucynogenne może to co napisze teraz wzbudzi kontrowersje ale dobrze że jest tam napisane jak postępować z daną substancją gdzie ją dostać itd. Bo przynajmniej użyjemy ją właściwie i nie będzie to takie ryzykowne a co powoduje dana substancja też się dowiemy na stronce. Jak lamnie bardzo przydatna strona przez niektórych bardzo często odwiedzana.

Jakże jednak mógłbym się śmiać, gdy zetknę się z człowiekiem lub czynnościami, które sprawiają mi przykrość lub są obraźliwe? Nauczę się trzech słów i będę je powtarzał tyle razy, aż staną się dla mnie nawykiem tak silnym, że pojawią się w mej pamięci natychmiast, gdy tylko zostanie zagrożony mój dobry nastrój. Te słowa przekazane przez starożytnych mędrców pozwolą mi znieść wszelkie przeciwności i zachować duchową równowagę. Te trzy słowa brzmią : To również przeminie- Og Mandino


Ł.P
Komentarze (1)
Tydzień na GPW!!!
 Oceń wpis
   

Już tydzień gram na giełdzie szkoda że nie obliguje prawdziwymi pieniędzmi ale cóż kiedyś przyjdzie czas żebym zainwestował pieniądze. Osobiście zastanawiam się co jest lepsze fundusze inwestycyjne czy osobiście grać na giełdzie wiele ludzi woli oddać pieniądze jakiemuś  sprawdzonemu funduszowi ale niezdarą sobie sprawy że w takim funduszu dużo nie zarobią  ja osobiście wolę zaryzykować i kupić akcje jakiejś firmy a dla tych co chcą grać na giełdzie ale się boją to polecam zainwestować w sprawdzoną firmę np. Bank BPH taka spółka na pewno nie zbankrutuję i nasze pieniądze możemy stracić tylko jakby coś strasznego wydarzyło się na giełdzie a jak dotąd to tylko raz się tak zdarzyło. Dzisiaj to by było na tyle serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapraszam ponownie!!!

 Wielkość moich celów nie będzie mnie przerażać, choć może nie jeden raz upadnę, zanim je osiągnę. Jeśli się potknę, znów się podniosę i nie będę przejmował się moimi upadkami, bo każdy człowiek musi przeżyć niejedno potknięcie, zanim dotrze do domu. Nie potknie się tylko robak. A ja nie jestem robakiem. Nie jestem również cebulą. Nie jestem też owcą. Jestem człowiekiem. Niech inni budują ze swojej gliny jaskinie. Ja z mojej gliny zbuduję zamek- Og Mandino

Komentarze (2)
Spotkanie z konsulem USA!!!
 Oceń wpis
   

Dziś w mojej szkole miało miejsce spotkanie z konsulem Stanów Zjednoczonych.

Konsul opowiedział nam o swojej pracy i zadawaliśmy mu pytania pytaliśmy miedzy innymi czy ciężka jest jego praca jak bardzo trudna. Co wchodzi w zakres jego obowiązków ale równie konsul okazał się wyluzowanym gościem można było z nim pogadać o futballu o tym jakiej muzyki słucha. Ja zapytałem konsula co sądzi o polskich politykach on się roześmiał i powiedział że wszyscy politycy go śmieszą nie tylko polscy ale także w USA i innych krajach opowiedział nam że często podróżuje urodził się w Chicago a podróżuje po całym świecie. Inni zapytali się go o sprawę wiz dla polaków pytanie jak najbardziej aktualne konsul powiedział nam że nie od niego zależy zniesienie wiz ale nam wyjaśnił procedurę ich wydawania i rocznie USA nie może wydać więcej niż 1 MLN. W konsulu zadziwiło mnie to że był bardzo młody bo miał zaledwie 28 lat a konsulem jest już 2 lata i sobie tak pomyślałem że on zamiast siedzieć przy barze z kolegami to robi coś dla świata poświęca swój czas i życie innym.

To tyle było by na dziś i mam prośbę do wszystkich czytelników aby mi podsunęli jakieś pomysły bądź zadawajcie mi pytania a ja będę wyczerpująco na nie odpowiadał bo szczeże mówiąc zaczyna mi brakować pomysłów. Serdecznie pozdrawiam

Ł.P

Komentarze (0)
Adam Małysz - człowiek legenda
 Oceń wpis
   
Jeden z najlepszych skoczków narciarskich w historii tej konkurencji. Zwycięzca prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni (jako pierwszy Polak), co stanowi sukces porównywalny ze zdobyciem przez Wojciecha Fortunę złotego medalu olimpijskiego w 1972 roku i mistrzostwa świata przez Józefa Łuszczka w biegach narciarskich, dwukrotny medalista olimpijski i czterokrotny mistrz świata.
Adam Małysz karierę rozpoczynał jako… przedszkolak. Mając zaledwie sześć lat zaczął regularnie trenować w klubie KS Wisła Wisła. Pierwszym jego szkoleniowcem był Jan Szturc, który potem przez długie lata prowadził Adama, aż do momentu, kiedy ten trafił kadry narodowej. Nastąpiło to w roku 1995. Wówczas, jeszcze jako junior, podczas mistrzostw świata rozgrywanych w kanadyjskim Thunder Bay zajął 10. miejsce na średniej skoczni i 11. na dużym obiekcie. Właśnie w sezonie 1994/95 zdobył pierwsze punkty Pucharu Świata, a miało to miejsce w Innsbrucku. W klasyfikacji generalnej PŚ zajął wtedy 51. miejsce. Kolejny sezon rozpoczął pasmo sukcesów Adama Małysz. Pod fachowym okiem czeskiego szkoleniowca Pavla Mikeski wiślanin stał się skoczkiem wielkiego formatu. W Iron Moutain Małysz po raz pierwszy stanął na podium PŚ – zajął 2. miejsce. Później na podium stawał również w Lahti i Falun. W końcu przyszedł czas na pierwszy triumf. Miało to miejsce w Holmenkollen, dzielnicy Oslo. Konkurs ten kończył rywalizację skoczków w sezonie 1995/96. Po pierwszej kolejce Małysz zajmował 5. miejsce. Do drugiej serii przystąpił bez wielkich nadziei na zwycięstwo, zupełnie na luzie. Skoczył wówczas 121,5 metra i jak się później okazało zwyciężył! Kolejny sezon był równie udany. Czterokrotnie stawał na podium PŚ. Najpierw zajął 2. miejsce w Bischofshofen, prowadząc po pierwszej serii. Wówczas w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni uplasował się na wysokiej 8. pozycji. Później był 3. w Engelbergu, by wreszcie podbić serca kibiców w Japonii. Adam Małysz dwukrotnie bowiem wygrywał zawody: w Sapporo i Hakubie, ostatecznie 10. miejsce w klasyfikacji końcowej PŚ. Konkurs w Hakubie odbywał się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, przy padającym śniegu i zmiennym porywistym wietrze. Po konkursie Małysz powiedział: „Na treningach nie szło mi najlepiej i nie wiem, co się stało, że dzisiaj wygrałem. Skakałem tu trzeci raz i… jestem w tej skoczni zakochany!”

Zwycięstwo na tym obiekcie było tym cenniejsze, że za rok miały się tu odbyć igrzyska olimpijskie. Niestety wspaniała forma Adama Małysza gdzieś się ulotniła. Na ZIO w Nagano jego występ był całkowicie nie udany. Zajął on odpowiednio 51. miejsce na średniej skoczni i 52. na dużym obiekcie. Na koniec sezonu 1997/98 sklasyfikowany został w PŚ na 56. miejscu. Kibice w Polsce byli zawiedzeni. Niektórzy wiązali niepowodzenia zawodnika KS Wisła z tym, że zmienił on stan cywilny. Poza tym urodziła mu się córeczka – Karolina. Kolejny sezon również należał do słabych. Małysz wywalczył wprawdzie kilka punktów PŚ i został sklasyfikowany na koniec sezonu na 46. pozycji. Słaba postawę swojego podopiecznego tak oto komentował trener kadry Pavel Mikeska: „Małysz wybija się wciąż za wcześnie, za wcześnie i jeszcze raz za wcześnie. Chciałby wygrywać,  jak w poprzednich sezonach, a mu nie idzie. Wszyscy – dziennikarze też – przyzwyczaili go, że jest najlepszy, więc chciałby być najlepszy i zżerają go nerwy. Niby nie widać po nim tego stresu, ale on jest”.
Jeszcze w trakcie sezonu 1998/99 na stanowisku trenera kadry nastąpiła zmiana. 10 stycznia 1999 roku Pavla Mikeskę zastąpił Piotr Fijas. Na poprawę wyników Małysza trzeba było jednak poczekać do sezonu 1999/2000. Od maja 1999 roku kadrę przejął Apoloniusz Tajner. Forma widać, że rosła, jedna była ona nazbyt chimeryczna. Małysz raz oddawał skoki długie, by później lądować bardzo blisko. W efekcie rywalizację w PŚ w sezonie 1999/2000 ukończył na 28. miejscu.

Nowy sezon, miał dać Adamowi Małyszowi odpowiedź, czy warto kontynuować dalej przygodę ze skokami. Rozpoczął się on fatalnie, bowiem zawodnik KS Wisła wygrał zdecydowanie kwalifikacje do turnieju głównego w fińskim Kuopio, jednak z przyczyn regulaminowych (narty za długie o milimetry) został zdyskwalifikowany. Później ze względu na brak śniegu nastąpiła przerwa w rywalizacji pucharowej aż do Turnieju Czterech Skoczni. Jeszcze przed jego rozpoczęciem o dobrej dyspozycji Małysza mówił m.in. Andreas Widhoelzl, który oglądał polskiego zawodnika na wspólnych treningach. Nikt jednak nie przypuszczał, że Polak może urosnąć do głównego faworyta tej imprezy. Miłym zaskoczeniem dla kibiców w naszym kraju było zwycięstwo w kwalifikacjach do turnieju głównego, inaugurującego 49. Turniej Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Małysz zajął tam 4. miejsce ustanawiając rekord skoczni Schattenberg, który jednak parę minut później poprawił Martin Schmitt. Również pozostałe serie kwalifikacyjne należały zdecydowanie do Polaka. W pierwszym konkursie nowego wieku, w Garmisch-Partenkirchen Małysz zajął 3. miejsce ustanawiając kolejny rekord obiektu. To, czego dokonał jednak w dwóch kolejnych konkursach, nie można określić inaczej, używając terminologii bokserskiej, jak prawdziwym nokautem rywali. W Innsbrucku na skoczni olimpijskiej Berg Isel pękł kolejny rekord długości skoku. Ponadto Małysz nad drugim w drugim w konkursie Finem Janne Ahonenem uzyskał 44,9 pkt. przewagi. Po zawodach trener reprezentacji Niemiec, Reinhard Hess, powiedział:  „To kosmiczne osiągnięcie. Adam popisuje się takimi skokami, jakby przybył nie z innej planety, ale z innej galaktyki”.

Faktycznie Małysz był nie do zatrzymania. W ostatnim konkursie w Bischofshofen na skoczni Paula Ausserleitnera również pokazał plecy rywalom. Po prostu talent Małysza w pełni eksplodował. Wygrał cały turniej ustanawiając przy tym dwa fantastyczne rekordy. Jako pierwszy zawodnik w historii turnieju przekroczył 1000 punktów, dokładnie miał ich na swoich koncie 1045,9. Drugiego w klasyfikacji Ahonena wyprzedził aż o 104,4 pkt.!! Poprzedni rekord należał do legendy skoków narciarskich Matti Nykaenena, który w 1988 roku pokonał drugiego zawodnika turnieju – Jensa Weissfloga o 99 punktów. W nagrodę za zwycięstwo otrzymał samochód sportowy audi A4 3.0 quattro o wartości 100 tys. marek. Ponadto w czterech konkursach turnieju zarobił 91 tys. franków szwajcarskich.

Przy okazji zwycięstwa w 49. Turnieju Czterech Skoczni Adam Małysz ustanowił też kilka rekordów, które na długo pozostaną w pamięci kibiców sportowych. Wydawać by się mogło, że sukces przyszedł w najmniej spodziewanym momencie.

Na ustach wszystkich znawców i kibiców skoków narciarskich słyszało się wówczas nazwisko Adama Małysza. Niemcy porównywali Polaka do Jensa Weissfloga, nazywając go królem skoków Weissflogiem II.

„On wygląda jak sklonowany Jens Weissflog” - powiedział trener skoczków niemieckich.

„Małysz jest atletycznie o klasę lepszy od rywali. Do tego dochodzi jeszcze perfekcyjna technika” - dodał czterokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni, Jens Weissflog.

Z kolei Austriacy nazywali Polaka „Goldbergerem Wschodu”.

Tajemnica powrotu do wielkiej formy Adama Małysza nie była znana. Wszystko wskazywało jednak na to, że tkwiła ona w sferze psychiki samego zawodnika. Po wygraniu kwalifikacji w Kuopio Małysz nabrał pewności i chyba przeczuwał, że w Turnieju Czterech Skoczni stać go będzie na wiele. W jednym z wywiadów dla „Przeglądu Sportowego” powiedział: „Gdy często rozmyślałem jak mam dobrze skakać, to później we śnie odbijałem się z progu skoczni, leciałem i nie mogłem wylądować. Leciałem i leciałem – nad ludźmi, nad trybunami, ponad jakimiś budynkami, nad miastem chyba”.

Sen okazał się chyba proroczy. Małysz przeskoczył bowiem wszystkich. Rozpoczął skok w XX wieku, a zakończył go w XXI.

Po Turnieju Czterech Skoczni Małysz nie zwalniał tempa dwukrotnie triumfując na skoczni w Harrachovie i ustanawiając przy tym nowy rekord Polski w długości skoku – 212 m.

Kolejny dublet zawodnik Wisły ustrzelił w ukochanej przez siebie Japonii, gdzie triumfował dwa razy w Sapporo.

Znakomita forma Małysza trwała aż do marca. Polak triumfował, jako pierwszy nasz reprezentant w historii w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W międzyczasie w Lahti odbywały się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Oczywiście Nasz reprezentant należał do faworytów tej imprezy. W fińskiej miejscowości stoczył zażartą walkę o medale z Martinem Schmittem. Niemiec okazał się lepszy na dużym obiekcie, ale Małysz pozostawił go w pokonanym polu na średniej skoczni, zostając pierwszym polskim mistrzem świata w skokach narciarskich. Radość w kraju była niesłychana. Małysz został prawdziwym bohaterem narodowym.

Kolejny sezon, olimpijski, rozpoczął się znakomicie dla „orła” z Wisły. Małysz wygrał sześć pierwszych konkursów Pucharu Świata! Polak miał olbrzymią przewagę w klasyfikacji generalnej PŚ nad konkurentami i do kolejnej edycji Turnieju Czterech Skoczni przystępował w roli murowanego faworyta. Na tej prestiżowej imprezie  musiał jednak uznać wyższość kilku rywali. W klasyfikacji generalnej TCS zajął 4. miejsce. W kraju, w obliczu zbliżających się igrzysk olimpijskich w Salt Lake City, zaczęto się martwić o formę naszego mistrza. Ten jednak uspokoił wszystkich zwycięstwem w zawodach PŚ w Zakopanem (20 stycznia 2002 roku) odniesionym w obecności ówczesnego Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Na igrzyskach w Salt Lake City Polak jechał jako pewny kandydat do olimpijskich medali.

Co prawda nie udało się sięgnąć po ten z najcenniejszego kruszcu, ale Małysz zrekompensował to sobie dwoma medalami – srebrnym i brązowym. Były to pierwsze krążki polskiej reprezentacji po 30 latach, kiedy to w Sapporo w konkursie skoków „złoto” wywalczył Wojciech Fortuna.

Pierwsze skoki zawodnicy mieli oddać jeszcze przed oficjalnym otwarciem igrzysk, ale fatalna aura pokrzyżowała plany. Kwalifikacje na średniej skoczni (K-90) przeniesiono więc na niedzielę. W nich najlepszy okazał się Niemiec Sven Hannawald, który wyprzedził Szwajcara Simona Ammana i Małysza. Z tym, że Polak oddał najdłuższy skok. Nie wykonał jednak telemarku i sędziowie odjęli mu punkty.

W konkursie triumfował sensacyjnie młody Szwajcar. Po zsumowaniu dwóch skoków okazało się, że Małysz skoczył tyle samo co Amman i dalej niż Niemiec. Sędziowie jednak odjęli naszemu zawodnikowi punkty za zachwianie podczas lądowania i to zadecydowało tym, że nasz najlepszy skoczek stanął na najniższym stopniu podium.

Po zawodach Małysz był zadowolony, ale i wściekły.

„Przed igrzyskami powtarzałem, że moim marzeniem jest medal – obojętnie jakiego koloru. Pragnąłem mieć olimpijski medal – i mam. Jestem zadowolony, choć okoliczności, w których przegrałem szansę na coś więcej, sprawiają, że uczucie pewnego niedosytu pozostanie. Przy lądowaniu wpadłem w dziurę, zatelepało mnie, cud, że się w ogóle nie przewróciłem. Ta dziura będzie mi się śniła” – powiedział wówczas Małysz na łamach „Przeglądu Sportowego”.

Przed konkursem na dużej skoczni (K-120) mieliśmy jeszcze więcej nadziei, bowiem Małysz wygrał kwalifikacje. W konkursie lepszy od Polaka okazał się tylko fantastycznie skaczący w Salt Lake City Amman. Szwajcar został drugim w historii skoczkiem, po Finie Mattim Nykaenenie, któremu podczas jednych igrzysk udało się wygrać dwa konkursy indywidualne.

Znakomita postawa Małysza spowodowała, że były to dla nas najbardziej udane zimowe igrzyska olimpijskie od czas Squaw Valley (1960), kiedy to też dzięki panczenistkom Elwirze Seroczyńskiej i Helenie Pilejczyk sięgnęliśmy po dwa medale.

Po igrzyskach Małysz nie latał już tak daleko. Dzięki sporej przewadze uzyskanej na początku sezonu udało mu się po raz drugi z rzędu wygrać klasyfikację generalną PŚ, ale na kolejne zwycięstwo w zawodach tej rangi trzeba było czekać ponad rok. Zanim jednak zawodnik Wisły odniósł kolejne pucharowe zwycięstwo został podwójnym mistrzem świata, wygrywając na obiekcie w Predazzo zarówno na średniej, jak i dużej skoczni, a także stanął na podium Turnieju Czterech Skoczni, zajmując w klasyfikacji generalnej imprezy 3. miejsce. O tym, że Małysz tak znakomicie spisał się podczas MŚ w narciarstwie klasycznym zadecydował sprytny, a zarazem ryzykowny, plan trenera Apoloniusza Tajnera, który wycofał naszego najlepszego skoczka z zawodów PŚ w niemieckim Willingen.

W Predazzo Małysz w odstępie zaledwie sześciu dni sięgnął dwukrotnie po złoty medal MŚ, deklasując wprost rywali.

„Nasz rodak największą gwiazdą cudownych mistrzostw świata w Predazzo. Po sukcesie na soczki K-120, nie miał sobie równych na obiekcie K-95. Prześlicznym lotem na odległość 107,5 metra poprawił rekord skoczni. Adam, jesteś wielki!” – napisał dzień po konkursie „Przegląd Sportowy”.

Zaraz po mistrzostwach, 9 marca 2003 roku, soczek z Wisły triumfował po ponad rocznej przerwie w zawodach PŚ, które odbywały się w Oslo. Do końca sezonu wygrywał jeszcze dwukrotnie, zapewniając sobie trzeci z rzędu triumf w klasyfikacji generalnej PŚ!

Kolejny sezon nie był już tak udany dla Małysza. Fatalny upadek podczas oficjalnego treningu przed zawodami w Salt Lake City 27 lutego 2004 sprawił, że nasz mistrz nie wystartował już w żadnym konkursie PŚ w sezonie 2003/2004.

Polak po lądowaniu przewrócił się i wymagał konsultacji lekarskiej. Małysz kilkadziesiąt sekund po swoim upadku był nieprzytomny. Wówczas cała polska zamarła nasłuchując doniesień zza Oceanu. Naszego mistrza z rozciętym łukiem brwiowym przewieziono do szpitala. O upadku zadecydował błąd techniczny.

Polak zebrał jednak siły i już latem 2004, po raz pierwszy w karierze, triumfował klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix. Był to pierwszy i jak dotychczas jedyny sukces Małysza pod wodzą austriackiego szkoleniowca kadry Heinza Kuttina.

Co prawda Małyszowi udało się wygrać w sezonie 2004/2005 cztery konkursy PŚ, w tym dwukrotnie w Zakopanem, ale w klasyfikacji generalnej tej imprezy nasz reprezentant zajął 4. miejsce. W międzyczasie na MŚ w narciarstwie klasycznym w niemieckim Oberstdorfie, Małyszowi nie udało się obronić dwóch złotych medali z Predazzo. Na dużym obiekcie Polak był dopiero 11., na średnim – 6.

Sezon olimpijski 2005/2006 nasz najlepszy soczek rozpoczął nieźle. Sześć razy z rzędu zajmował miejsce w czołowej „10” zawodów PŚ. Kryzys przyszedł jednak podczas Turnieju Czterech Skoczni, z którego to Małysz został wycofany. Podczas igrzysk olimpijskich w Turynie, pomimo, że nasz mistrz nie znajdował się w najwyżej dyspozycji, liczono na to, że wywalczy medal. Najbliżej tego był na średniej skoczni, gdzie zajął 7. miejsce, a od podium dzieliło go niewiele. Forma przyszła jednak chyba nieco za późno. Już po igrzyskach w Turynie Małysz najpierw stanął na podium zawodów w Kuopio, a następnie wygrał na skoczni w Oslo-Holmenkollen, którą określa się mekką skoków narciarskich.

Po igrzyskach dokonano zmiany na stanowisku trenera kadry. Szkoleniowcem został słynny Fin Hannu Lepistoe. I to dzięki niemu Małysz znowu odżył. Wróciła chęć do skakania, a przede wszystkim wróciło słynne atomowe odbicie Adama.

Próbkę możliwości dał nasz mistrz już latem. Wtedy wielu zagranicznych trenerów zaczęło upatrywać w Polaku kandydata do wygrania Pucharu Świata oraz mistrzostw świata. Małysz rozkręcał się ze startu na start. W sumie przed MŚ w Sapporo wygrał trzy konkursy. W liczbie zwycięstw w klasyfikacji wszech czasów zbliżył się do swojego sportowego wzoru - Niemca Jensa Weissfloga, który wygrywał 33 razy. Polakowi do wyrównania wyniku Niemca brakuje jednej wygranej w PŚ.

Czwarty złoty medal MŚ Małysz wywalczył w Sapporo. Na dużej skoczni był czwarty, w drużynie piąty, ale jego czas przyszedł podczas konkursu na skoczni normalnej. Wygrał w wielkim stylu i dołączył do grona najbardziej utytułowanych multimedalistów MŚ - na koncie ma już cztery krążki złote i jeden srebrny.



 

 

Adam Małysz

Urodzony 3 grudnia 1977 w Wiśle, absolwent zasadniczej szkoły zawodowej (blacharz-dekarz), skoczek narciarski (169 cm, 55 kg), reprezentant miejscowego KS Wisła (od 1983), podopieczny trenerów: Jana Szturca (klub), Pavla Mikeski i Piotra Fijasa (1995-1998) oraz Apoloniusza Tajnera i Piotra Fijasa (1999-2004, kadra), a także Heinza Kuttina (od 2004 roku, kadra).

Sukcesy:

Igrzyska olimpijskie:
1998 Nagano: 8 m. (drużynowo), 51 m. (90 m), 52 m. (120 m),
2002 Salt Lake City: 2 m. (120 m), 3 m. (90 m), 8 m. (drużynowo),
2006 Turyn: 5. m (drużynowo), 7. m (90 m), 14. m (120 m)

Mistrzostwa świata:
1995 Thunder Bay: 10 m. (90 m), 11 m. (120 m),
1996 Bad Mitterndorf: 14 m. (loty),
1997 Trondheim: 10 m. (drużynowo), 14 m. (90 m), 36 m. (120 m),
1999 Ramsau: 9 m. (drużynowo), 27 m. (90 m), 37 m. (120 m),
2000 Vikersund: 16 m. (loty),
2001 Lahti: 1 m. (90 m), 2 m. (120 m), 5 m. (drużynowo),
2002 Harrachov: 18 m. (loty),
2003 Val di Fiemme: 1 m. (90 m), 1 m. (120 m), 7 m. (drużynowo),
2004 Planica: 8 m. (loty, drużynowo), 11 m. (loty, indywidualnie)
2005 Oberstdorf: 6 m. (90 m), 6 m. (drużynowo, 90 m), 9 m. (drużynowo, 120 m), 11 m. (120 m)
2007 Sapporo: 1 m. (90 m), 4 m. (120 m), 5 m. (drużynowo, 120 m);

Turniej Czterech Skoczni:
1997: 8 m.,
2001: 1 m.,
2002: 4 m.,
2003: 3 m.,
2004: 12 m.,
2005: 4 m.,
2006: 35 m.,
2007: 7 m.;

Puchar Świata:
3-krotny triumfator klasyfikacji generalnej PŚ (2001, 2002, 2003),
32 zwycięstwa w zawodach PŚ, 68 razy na podium zawodów PŚ;
12-krotny mistrz Polski indywidualnie;
nieoficjalny rekordzista Polski w długości skoku – 223,5 m.

PODCZAS OGŁĄDANIA DZISIEJSZYCH SKOKÓW SERCE MI ZADRŻAŁO JAK WIDZIAŁEM CO PODCZAS LOTU WIATR WYPRAWIAŁ Z ADAMEM TYLKO DZIEKI JEMU DOŚWIADCZENIU NIC MU SIE NIESTAŁO A TO ŻE STRACIŁ KOSZULKE LIDERA TO NIC BO ZOSTAŁY JESZCZE 2 KONKURSY I ZAPOWIADA SIĘ ŻE ADAM MAŁYSZ PORAZ 4 ZDOBĘDZIE KRYSZTAŁOWA KULĘ I BĘDZIE BEZ WĄTPIENIA NAJLEPSZYM SKOCZKIEM NA ŚWIECIE!!!! TRZYMAJMY ZA ADAMA KCIUKI!!!


Ł.P
Komentarze (2)
Kumulacja-20 MLN PLN!!!
 Oceń wpis
   

Dziś wyjątkowy wieczór czyjeś życie może się zmienić o 180 stopni bądź może być kolejna kumulacja i rekordowa w historii suma na wygraną w totolotka!!! Ale zastanówmy się co z taką sumą można zrobić? Ojj wiele rzeczy można zacząć nowe życie niekoniecznie w Polsce bo taka suma pozwoli na wyjechanie do Irlandi i założenie tam własnej firmy albo zainwestowanie części pieniędzy w coś sensownego w Polsce najgorsze co można zrobić to nakupić rzeczy a potem nie potrafić ich utrzymać bo za tak wielkie pieniądze można kupić wiele luksusowych aut wiele domów tysiące wycieczek i wiele innych rzeczy za 20 MLN można spełnić swoje najskrytsze marzenia..

Dziś cała polska mówi o Totolotku gdzie się nie ruszymy to widać reklamy w głównych wydaniach wiadomości nawet mówią że dziś może paść historyczna wygrana każdy marzy o tym żeby to jemu się udało wygrać ale szansa że to ktoś trafi jest 1 do 14MLN ale trzeba w to mocno wierzyć że się uda bez wiary nic się nieuda.


Ł.P

Komentarze (3)
Play--doczekaliśmy się rozczarowania!!!
 Oceń wpis
   

I wreszcie się doczekaliśmy na nową sieć na końcu wpisu pokaże wam przykładowe ceny w abonamencie i porównam ceny z innymi sieciami a teraz napisze moje zdanie na temat nowej sieci no to tak ogólnie sieć jest pozytywna ceny ma konkurencyjne a jak na razie ma nieznacznie niższe niż pozostałe sieci tylko rozczarowały mnie telefony jak dla mnie bardzo mały wybór i do tego niestety niema sony Ericssonów a jedyny przynajmniej dla mnie konkretny telefon kosztuje w najniższym abonamencie 1000zł. Co mi się wydaje dość wysoką ceną. Nie nastawiałem się optymistycznie do nowej sieci ale miałem nadzieje że jednak na początek będą tańsze telefony bo wsumie to się dla mnie liczy. Może z czasem Play wprowadzi więcej telefonów jak na razie znów musimy czekać bo sieć zamiast obniżenia cen telefonów tworzy sobie darmową reklamę poczta pantoflową tworzy społeczności internetowe i wiele marketingowych opcji może za jakiś czas się rozkręci na całego. Telefony może i Play posiada multimedialne ale jak lamnie to za mało funkcji mają i przede wszystkim Play powinna wprowadzić markę sony Ericssona.

Serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapraszam do kolejnych odwiedzin a oto obiecane statystyki:




Ł.P

Komentarze (2)
PLAY jeszcze tylko parę godzin
 Oceń wpis
   

Od wejścia na rynek nowej sieci dzielą nas tylko godziny nie wiem ile jest takich osób jak ja które z nie cierpliwością oczekują na nową sieć ale wydaje mi się że wiele. Pisząc tę wpis przyszła mi namyśl genialna myśl mogę doradzić oczywiście nie gwarantuję powodzenia ale nowa sieć jest pod kontrola neti więc akcje neti na giełdzie mogą jutro bardzo dużo wzrosnąć i dla inwestorów jest to świetna okazja żeby zarobić. Jak bym grał na serio na giełdzie to bym właśnie kupił teraz akcje i zobaczył jak będą rosnąć na symulatorze na Onecie właśnie kupiłem akcje neti ciekawy jestem czy moje prognozy się sprawdzą. A dziś miałem nawet pomyślny dzień bo wczoraj zakupione akcje wzrosły a pyzatym wygrałem w totolotku choć niewiele bo trafiłem tylko „4” ale to zawsze coś. Jutro postaram się umieścić wpis najciekawszymi ofertami sieci play o ile zapowiedzi się sprawdzą.

Wiele osób mi pisze że mam fajnego bloga serdecznie wam za to dziękuje i zapraszam to odwiedzania. Serdecznie Pozdrawiam!!

Ł.P

Komentarze (0)
Przyszły dziennikarz na giełdzie
 Oceń wpis
   


Witam wszystkich miałem dziś nie pisać nic ale mój blogasek pnie się w górę i postanowiłem żeby tak było nadal otóż dziś napisze o tym jak można zacząć grać na giełdzie nie mając o tym zielonego pojęcia nic prostszego wystarczy wejść na portal Onet i tam w zakładkę giełda podam linka od razu do zaczęcia gry na giełdzie http://gra.onet.pl/gra wystarczy się zalogować a jeżeli się nie jest zalogowanym to zarejestrować. Jest to świetny i najdłużej działający polski symulator gry na giełdzie dla takich osób jak ja które jeszcze niemają funduszy jest to świetna zabawa ale i też nauka ponieważ na początek dostajemy 40tyś na start i zato możemy kupić akcje a w odpowiednim momencie je sprzedać postaram się w blogu na bieżąco pisać o moich wirtualnych poczynaniach giełdowych.

Jak na razie dziękuję za poświęconą uwagę i pozdrawiam oraz zapraszam do częstych odwiedzin.

Ł.P

Komentarze (3)
Play-nowa sieć w Polsce
 Oceń wpis
   


W piątek 16 marca 2007sieć PLAY operatora P4 rozpocznie swoją działalność. W tym dniu odbędzie się konferencja prasowa sygnowana hasłem "Już w piątek narodzi się nowa jakość", podczas której zostaną przedstawione szczegóły oferty. W tym dniu rozpocznie się również sprzedaż produktów PLAY w sieci EMPIK.

Ciekawy jestem jaka będzie nowa telefonia z obietnic zapowiada się obiecująco ale ja już znam te obiecanki. Ale tak czy inaczej nowa sieć w Polsce się przyda zrobi jakieś zamieszanie a era plus i orange  nie będą już miały monopolu na telefony co doprowadzi do konkurencyjnych cen i przyciągnięcia klienta play może wiele zyskać jak na początku będzie już miała korzystne oferty. Według niepotwierdzonych źródeł play ma rozpowszechniać markę telefonu sony ercison i oby to się potwierdziło bo osobiście lubię tę markę i sam posiadam telefon tejże marki.

Serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapraszam do komentowania co myślicie o nowej sieci komórkowej w Polsce.

Ł.P

Komentarze (31)
Polnische Kartoffel
 Oceń wpis
   


 
 
 
 Tytuł 
 fot. Opis do filmu


Oto obiecany rarytasik.  Może już go gdzieś widzieliście ale z pewnością nie wszyscy powyższy filmik pokazuje co o naszej elicie politycznej myślą Niemcy osobiście mi to nie przeszkadza bo nie jestem za  IV Rzeczpospolitą kaczą ale dotyka mnie to jako polaka czemu się z nas nabijają i czemu dalej Niemcy uważają nas za złodziei i pijaków czemu nadal funkcjonuje powiedzenie „jedziesz do polski twój samochód już tam jest” Niemcy co do naszej władzy się nie pomylili i trafnie to pokazali co potwierdza reakcja polskich polityków.

Osobiście myślę iż IV Rzeczpospolita kacza powinna zmienić nazwę na IV Rzeczpospolite AFEROWĄ bo niema dnia żeby nie wyszło na jaw jakieś oszustwo żeby ktoś nie został pomówiony itd. Od codziennego oglądania wiadomości można zwariować więc najlepiej nie okładać zbyt często. I to wszystko co miałem na dziś napisać być może zmienię nazwę mojego bloga Pozdrawiam


L.P
Komentarze (1)
8 marca
 Oceń wpis
   


Najwyższy czas na napisanie nowej notki nie pisałem jeszcze nic w tym miesiącu ale to z braku czasu aktualnie zajmuje się dwoma projektami na konkursy i nie mam czasu na prowadzenie bloga .

Dziś jest 8 marca nie musze pisać jakie to jest święto chyba każdy wie lecz niekażdy może wiedzieć skąd się ono wzięło  tutaj podam wyjaśnienie Dnia kobiet z wikipedii:

Dzień Kobiet to święto obchodzone corocznie 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet.

Święto to zostało ustanowione dla upamiętnienia strajku 15 tysięcy kobiet, pracownic fabryki tekstylnej, które 8 marca 1908 roku w Nowym Jorku domagały się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy. Właściciel fabryki zamknął strajkujące w pomieszczeniach fabrycznych z zamiarem uniknięcia rozgłosu. W wyniku nagłego pożaru zginęło 129 kobiet. Po raz pierwszy święto obchodzono na apel Clary Zetkin (1857-1933) 19 marca 1911. Popularne w okresie PRL, obecnie ma w Polsce charakter marginalny.

Zwyczajowo w tym dniu mężczyźni powinni wręczać kobietom upominki, w PRL takim szablonowym upominkiem były goździk i rajstopy W niektórych państwach, w których obchodzone jest to święto, obywają się manifestacje feministek domagających się zrównania statusu kobiet i mężczyzn w społeczeństwie, a w szczególności w miejscu pracy. W Republice Federalnej Niemiec od 1986 roku utarł się zwyczaj wręczania w tym dniu kobietom róż; hasłem święta w tamtym roku było "Wir wollen Brot und Rosen" ("Chcemy chleba i róż"). W Polsce imprezy te określane są przez manifestujące kobiety mianem Manify

W starożytnym Rzymie w pierwszym tygodniu marca obchodzono Matronalia, święto związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością.

Szukając w wikipedii definicji znalawszy ją zobaczyłem ze jest to definicja zablokowana czyli wiele ludzi chce zmienić ją i napisać niewłaściwą można się tu doszukać manipulacji ale w naszym kraju jest już wszystko możliwe już mnie nic nie zdziwi. Następny wpisik będzie prawdziwym rarytasem znalezionym na You Tube.

„Mam tylko jedno życie, a życie nie jest niczym innym jak tylko miarą czasu. Kiedy marnotrawię jedno, niszczę też drugie.”- Og Mandino


Ł.P

Komentarze (5)
Najnowsze komentarze
2017-01-15 16:43
paq:
Kim jest przyjaciel???
PSYCHIATRA I PSYCHOTERAPEŁTA. To są jedyni "PZYJACIELE". Reszta to ...
2015-09-15 06:11
Gain :
Fałszywi przyjaciele dwulicowi ludzie za plecami rozgadani:(
Miałem taką sytuację że kolega zapraszał na piwo. Czasem pisał w nocy aby przyjść na melanż.[...]
2013-12-22 01:20
wokol.dziecka:
8 marca
:)
O mnie
Łukasz Pietrzyk
Łukasz P.
Archiwum
Rok 2008
Rok 2007
Rok 2006