Adam Małysz - człowiek legenda
 Oceń wpis
   
Jeden z najlepszych skoczków narciarskich w historii tej konkurencji. Zwycięzca prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni (jako pierwszy Polak), co stanowi sukces porównywalny ze zdobyciem przez Wojciecha Fortunę złotego medalu olimpijskiego w 1972 roku i mistrzostwa świata przez Józefa Łuszczka w biegach narciarskich, dwukrotny medalista olimpijski i czterokrotny mistrz świata.
Adam Małysz karierę rozpoczynał jako… przedszkolak. Mając zaledwie sześć lat zaczął regularnie trenować w klubie KS Wisła Wisła. Pierwszym jego szkoleniowcem był Jan Szturc, który potem przez długie lata prowadził Adama, aż do momentu, kiedy ten trafił kadry narodowej. Nastąpiło to w roku 1995. Wówczas, jeszcze jako junior, podczas mistrzostw świata rozgrywanych w kanadyjskim Thunder Bay zajął 10. miejsce na średniej skoczni i 11. na dużym obiekcie. Właśnie w sezonie 1994/95 zdobył pierwsze punkty Pucharu Świata, a miało to miejsce w Innsbrucku. W klasyfikacji generalnej PŚ zajął wtedy 51. miejsce. Kolejny sezon rozpoczął pasmo sukcesów Adama Małysz. Pod fachowym okiem czeskiego szkoleniowca Pavla Mikeski wiślanin stał się skoczkiem wielkiego formatu. W Iron Moutain Małysz po raz pierwszy stanął na podium PŚ – zajął 2. miejsce. Później na podium stawał również w Lahti i Falun. W końcu przyszedł czas na pierwszy triumf. Miało to miejsce w Holmenkollen, dzielnicy Oslo. Konkurs ten kończył rywalizację skoczków w sezonie 1995/96. Po pierwszej kolejce Małysz zajmował 5. miejsce. Do drugiej serii przystąpił bez wielkich nadziei na zwycięstwo, zupełnie na luzie. Skoczył wówczas 121,5 metra i jak się później okazało zwyciężył! Kolejny sezon był równie udany. Czterokrotnie stawał na podium PŚ. Najpierw zajął 2. miejsce w Bischofshofen, prowadząc po pierwszej serii. Wówczas w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni uplasował się na wysokiej 8. pozycji. Później był 3. w Engelbergu, by wreszcie podbić serca kibiców w Japonii. Adam Małysz dwukrotnie bowiem wygrywał zawody: w Sapporo i Hakubie, ostatecznie 10. miejsce w klasyfikacji końcowej PŚ. Konkurs w Hakubie odbywał się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, przy padającym śniegu i zmiennym porywistym wietrze. Po konkursie Małysz powiedział: „Na treningach nie szło mi najlepiej i nie wiem, co się stało, że dzisiaj wygrałem. Skakałem tu trzeci raz i… jestem w tej skoczni zakochany!”

Zwycięstwo na tym obiekcie było tym cenniejsze, że za rok miały się tu odbyć igrzyska olimpijskie. Niestety wspaniała forma Adama Małysza gdzieś się ulotniła. Na ZIO w Nagano jego występ był całkowicie nie udany. Zajął on odpowiednio 51. miejsce na średniej skoczni i 52. na dużym obiekcie. Na koniec sezonu 1997/98 sklasyfikowany został w PŚ na 56. miejscu. Kibice w Polsce byli zawiedzeni. Niektórzy wiązali niepowodzenia zawodnika KS Wisła z tym, że zmienił on stan cywilny. Poza tym urodziła mu się córeczka – Karolina. Kolejny sezon również należał do słabych. Małysz wywalczył wprawdzie kilka punktów PŚ i został sklasyfikowany na koniec sezonu na 46. pozycji. Słaba postawę swojego podopiecznego tak oto komentował trener kadry Pavel Mikeska: „Małysz wybija się wciąż za wcześnie, za wcześnie i jeszcze raz za wcześnie. Chciałby wygrywać,  jak w poprzednich sezonach, a mu nie idzie. Wszyscy – dziennikarze też – przyzwyczaili go, że jest najlepszy, więc chciałby być najlepszy i zżerają go nerwy. Niby nie widać po nim tego stresu, ale on jest”.
Jeszcze w trakcie sezonu 1998/99 na stanowisku trenera kadry nastąpiła zmiana. 10 stycznia 1999 roku Pavla Mikeskę zastąpił Piotr Fijas. Na poprawę wyników Małysza trzeba było jednak poczekać do sezonu 1999/2000. Od maja 1999 roku kadrę przejął Apoloniusz Tajner. Forma widać, że rosła, jedna była ona nazbyt chimeryczna. Małysz raz oddawał skoki długie, by później lądować bardzo blisko. W efekcie rywalizację w PŚ w sezonie 1999/2000 ukończył na 28. miejscu.

Nowy sezon, miał dać Adamowi Małyszowi odpowiedź, czy warto kontynuować dalej przygodę ze skokami. Rozpoczął się on fatalnie, bowiem zawodnik KS Wisła wygrał zdecydowanie kwalifikacje do turnieju głównego w fińskim Kuopio, jednak z przyczyn regulaminowych (narty za długie o milimetry) został zdyskwalifikowany. Później ze względu na brak śniegu nastąpiła przerwa w rywalizacji pucharowej aż do Turnieju Czterech Skoczni. Jeszcze przed jego rozpoczęciem o dobrej dyspozycji Małysza mówił m.in. Andreas Widhoelzl, który oglądał polskiego zawodnika na wspólnych treningach. Nikt jednak nie przypuszczał, że Polak może urosnąć do głównego faworyta tej imprezy. Miłym zaskoczeniem dla kibiców w naszym kraju było zwycięstwo w kwalifikacjach do turnieju głównego, inaugurującego 49. Turniej Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Małysz zajął tam 4. miejsce ustanawiając rekord skoczni Schattenberg, który jednak parę minut później poprawił Martin Schmitt. Również pozostałe serie kwalifikacyjne należały zdecydowanie do Polaka. W pierwszym konkursie nowego wieku, w Garmisch-Partenkirchen Małysz zajął 3. miejsce ustanawiając kolejny rekord obiektu. To, czego dokonał jednak w dwóch kolejnych konkursach, nie można określić inaczej, używając terminologii bokserskiej, jak prawdziwym nokautem rywali. W Innsbrucku na skoczni olimpijskiej Berg Isel pękł kolejny rekord długości skoku. Ponadto Małysz nad drugim w drugim w konkursie Finem Janne Ahonenem uzyskał 44,9 pkt. przewagi. Po zawodach trener reprezentacji Niemiec, Reinhard Hess, powiedział:  „To kosmiczne osiągnięcie. Adam popisuje się takimi skokami, jakby przybył nie z innej planety, ale z innej galaktyki”.

Faktycznie Małysz był nie do zatrzymania. W ostatnim konkursie w Bischofshofen na skoczni Paula Ausserleitnera również pokazał plecy rywalom. Po prostu talent Małysza w pełni eksplodował. Wygrał cały turniej ustanawiając przy tym dwa fantastyczne rekordy. Jako pierwszy zawodnik w historii turnieju przekroczył 1000 punktów, dokładnie miał ich na swoich koncie 1045,9. Drugiego w klasyfikacji Ahonena wyprzedził aż o 104,4 pkt.!! Poprzedni rekord należał do legendy skoków narciarskich Matti Nykaenena, który w 1988 roku pokonał drugiego zawodnika turnieju – Jensa Weissfloga o 99 punktów. W nagrodę za zwycięstwo otrzymał samochód sportowy audi A4 3.0 quattro o wartości 100 tys. marek. Ponadto w czterech konkursach turnieju zarobił 91 tys. franków szwajcarskich.

Przy okazji zwycięstwa w 49. Turnieju Czterech Skoczni Adam Małysz ustanowił też kilka rekordów, które na długo pozostaną w pamięci kibiców sportowych. Wydawać by się mogło, że sukces przyszedł w najmniej spodziewanym momencie.

Na ustach wszystkich znawców i kibiców skoków narciarskich słyszało się wówczas nazwisko Adama Małysza. Niemcy porównywali Polaka do Jensa Weissfloga, nazywając go królem skoków Weissflogiem II.

„On wygląda jak sklonowany Jens Weissflog” - powiedział trener skoczków niemieckich.

„Małysz jest atletycznie o klasę lepszy od rywali. Do tego dochodzi jeszcze perfekcyjna technika” - dodał czterokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni, Jens Weissflog.

Z kolei Austriacy nazywali Polaka „Goldbergerem Wschodu”.

Tajemnica powrotu do wielkiej formy Adama Małysza nie była znana. Wszystko wskazywało jednak na to, że tkwiła ona w sferze psychiki samego zawodnika. Po wygraniu kwalifikacji w Kuopio Małysz nabrał pewności i chyba przeczuwał, że w Turnieju Czterech Skoczni stać go będzie na wiele. W jednym z wywiadów dla „Przeglądu Sportowego” powiedział: „Gdy często rozmyślałem jak mam dobrze skakać, to później we śnie odbijałem się z progu skoczni, leciałem i nie mogłem wylądować. Leciałem i leciałem – nad ludźmi, nad trybunami, ponad jakimiś budynkami, nad miastem chyba”.

Sen okazał się chyba proroczy. Małysz przeskoczył bowiem wszystkich. Rozpoczął skok w XX wieku, a zakończył go w XXI.

Po Turnieju Czterech Skoczni Małysz nie zwalniał tempa dwukrotnie triumfując na skoczni w Harrachovie i ustanawiając przy tym nowy rekord Polski w długości skoku – 212 m.

Kolejny dublet zawodnik Wisły ustrzelił w ukochanej przez siebie Japonii, gdzie triumfował dwa razy w Sapporo.

Znakomita forma Małysza trwała aż do marca. Polak triumfował, jako pierwszy nasz reprezentant w historii w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W międzyczasie w Lahti odbywały się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Oczywiście Nasz reprezentant należał do faworytów tej imprezy. W fińskiej miejscowości stoczył zażartą walkę o medale z Martinem Schmittem. Niemiec okazał się lepszy na dużym obiekcie, ale Małysz pozostawił go w pokonanym polu na średniej skoczni, zostając pierwszym polskim mistrzem świata w skokach narciarskich. Radość w kraju była niesłychana. Małysz został prawdziwym bohaterem narodowym.

Kolejny sezon, olimpijski, rozpoczął się znakomicie dla „orła” z Wisły. Małysz wygrał sześć pierwszych konkursów Pucharu Świata! Polak miał olbrzymią przewagę w klasyfikacji generalnej PŚ nad konkurentami i do kolejnej edycji Turnieju Czterech Skoczni przystępował w roli murowanego faworyta. Na tej prestiżowej imprezie  musiał jednak uznać wyższość kilku rywali. W klasyfikacji generalnej TCS zajął 4. miejsce. W kraju, w obliczu zbliżających się igrzysk olimpijskich w Salt Lake City, zaczęto się martwić o formę naszego mistrza. Ten jednak uspokoił wszystkich zwycięstwem w zawodach PŚ w Zakopanem (20 stycznia 2002 roku) odniesionym w obecności ówczesnego Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Na igrzyskach w Salt Lake City Polak jechał jako pewny kandydat do olimpijskich medali.

Co prawda nie udało się sięgnąć po ten z najcenniejszego kruszcu, ale Małysz zrekompensował to sobie dwoma medalami – srebrnym i brązowym. Były to pierwsze krążki polskiej reprezentacji po 30 latach, kiedy to w Sapporo w konkursie skoków „złoto” wywalczył Wojciech Fortuna.

Pierwsze skoki zawodnicy mieli oddać jeszcze przed oficjalnym otwarciem igrzysk, ale fatalna aura pokrzyżowała plany. Kwalifikacje na średniej skoczni (K-90) przeniesiono więc na niedzielę. W nich najlepszy okazał się Niemiec Sven Hannawald, który wyprzedził Szwajcara Simona Ammana i Małysza. Z tym, że Polak oddał najdłuższy skok. Nie wykonał jednak telemarku i sędziowie odjęli mu punkty.

W konkursie triumfował sensacyjnie młody Szwajcar. Po zsumowaniu dwóch skoków okazało się, że Małysz skoczył tyle samo co Amman i dalej niż Niemiec. Sędziowie jednak odjęli naszemu zawodnikowi punkty za zachwianie podczas lądowania i to zadecydowało tym, że nasz najlepszy skoczek stanął na najniższym stopniu podium.

Po zawodach Małysz był zadowolony, ale i wściekły.

„Przed igrzyskami powtarzałem, że moim marzeniem jest medal – obojętnie jakiego koloru. Pragnąłem mieć olimpijski medal – i mam. Jestem zadowolony, choć okoliczności, w których przegrałem szansę na coś więcej, sprawiają, że uczucie pewnego niedosytu pozostanie. Przy lądowaniu wpadłem w dziurę, zatelepało mnie, cud, że się w ogóle nie przewróciłem. Ta dziura będzie mi się śniła” – powiedział wówczas Małysz na łamach „Przeglądu Sportowego”.

Przed konkursem na dużej skoczni (K-120) mieliśmy jeszcze więcej nadziei, bowiem Małysz wygrał kwalifikacje. W konkursie lepszy od Polaka okazał się tylko fantastycznie skaczący w Salt Lake City Amman. Szwajcar został drugim w historii skoczkiem, po Finie Mattim Nykaenenie, któremu podczas jednych igrzysk udało się wygrać dwa konkursy indywidualne.

Znakomita postawa Małysza spowodowała, że były to dla nas najbardziej udane zimowe igrzyska olimpijskie od czas Squaw Valley (1960), kiedy to też dzięki panczenistkom Elwirze Seroczyńskiej i Helenie Pilejczyk sięgnęliśmy po dwa medale.

Po igrzyskach Małysz nie latał już tak daleko. Dzięki sporej przewadze uzyskanej na początku sezonu udało mu się po raz drugi z rzędu wygrać klasyfikację generalną PŚ, ale na kolejne zwycięstwo w zawodach tej rangi trzeba było czekać ponad rok. Zanim jednak zawodnik Wisły odniósł kolejne pucharowe zwycięstwo został podwójnym mistrzem świata, wygrywając na obiekcie w Predazzo zarówno na średniej, jak i dużej skoczni, a także stanął na podium Turnieju Czterech Skoczni, zajmując w klasyfikacji generalnej imprezy 3. miejsce. O tym, że Małysz tak znakomicie spisał się podczas MŚ w narciarstwie klasycznym zadecydował sprytny, a zarazem ryzykowny, plan trenera Apoloniusza Tajnera, który wycofał naszego najlepszego skoczka z zawodów PŚ w niemieckim Willingen.

W Predazzo Małysz w odstępie zaledwie sześciu dni sięgnął dwukrotnie po złoty medal MŚ, deklasując wprost rywali.

„Nasz rodak największą gwiazdą cudownych mistrzostw świata w Predazzo. Po sukcesie na soczki K-120, nie miał sobie równych na obiekcie K-95. Prześlicznym lotem na odległość 107,5 metra poprawił rekord skoczni. Adam, jesteś wielki!” – napisał dzień po konkursie „Przegląd Sportowy”.

Zaraz po mistrzostwach, 9 marca 2003 roku, soczek z Wisły triumfował po ponad rocznej przerwie w zawodach PŚ, które odbywały się w Oslo. Do końca sezonu wygrywał jeszcze dwukrotnie, zapewniając sobie trzeci z rzędu triumf w klasyfikacji generalnej PŚ!

Kolejny sezon nie był już tak udany dla Małysza. Fatalny upadek podczas oficjalnego treningu przed zawodami w Salt Lake City 27 lutego 2004 sprawił, że nasz mistrz nie wystartował już w żadnym konkursie PŚ w sezonie 2003/2004.

Polak po lądowaniu przewrócił się i wymagał konsultacji lekarskiej. Małysz kilkadziesiąt sekund po swoim upadku był nieprzytomny. Wówczas cała polska zamarła nasłuchując doniesień zza Oceanu. Naszego mistrza z rozciętym łukiem brwiowym przewieziono do szpitala. O upadku zadecydował błąd techniczny.

Polak zebrał jednak siły i już latem 2004, po raz pierwszy w karierze, triumfował klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix. Był to pierwszy i jak dotychczas jedyny sukces Małysza pod wodzą austriackiego szkoleniowca kadry Heinza Kuttina.

Co prawda Małyszowi udało się wygrać w sezonie 2004/2005 cztery konkursy PŚ, w tym dwukrotnie w Zakopanem, ale w klasyfikacji generalnej tej imprezy nasz reprezentant zajął 4. miejsce. W międzyczasie na MŚ w narciarstwie klasycznym w niemieckim Oberstdorfie, Małyszowi nie udało się obronić dwóch złotych medali z Predazzo. Na dużym obiekcie Polak był dopiero 11., na średnim – 6.

Sezon olimpijski 2005/2006 nasz najlepszy soczek rozpoczął nieźle. Sześć razy z rzędu zajmował miejsce w czołowej „10” zawodów PŚ. Kryzys przyszedł jednak podczas Turnieju Czterech Skoczni, z którego to Małysz został wycofany. Podczas igrzysk olimpijskich w Turynie, pomimo, że nasz mistrz nie znajdował się w najwyżej dyspozycji, liczono na to, że wywalczy medal. Najbliżej tego był na średniej skoczni, gdzie zajął 7. miejsce, a od podium dzieliło go niewiele. Forma przyszła jednak chyba nieco za późno. Już po igrzyskach w Turynie Małysz najpierw stanął na podium zawodów w Kuopio, a następnie wygrał na skoczni w Oslo-Holmenkollen, którą określa się mekką skoków narciarskich.

Po igrzyskach dokonano zmiany na stanowisku trenera kadry. Szkoleniowcem został słynny Fin Hannu Lepistoe. I to dzięki niemu Małysz znowu odżył. Wróciła chęć do skakania, a przede wszystkim wróciło słynne atomowe odbicie Adama.

Próbkę możliwości dał nasz mistrz już latem. Wtedy wielu zagranicznych trenerów zaczęło upatrywać w Polaku kandydata do wygrania Pucharu Świata oraz mistrzostw świata. Małysz rozkręcał się ze startu na start. W sumie przed MŚ w Sapporo wygrał trzy konkursy. W liczbie zwycięstw w klasyfikacji wszech czasów zbliżył się do swojego sportowego wzoru - Niemca Jensa Weissfloga, który wygrywał 33 razy. Polakowi do wyrównania wyniku Niemca brakuje jednej wygranej w PŚ.

Czwarty złoty medal MŚ Małysz wywalczył w Sapporo. Na dużej skoczni był czwarty, w drużynie piąty, ale jego czas przyszedł podczas konkursu na skoczni normalnej. Wygrał w wielkim stylu i dołączył do grona najbardziej utytułowanych multimedalistów MŚ - na koncie ma już cztery krążki złote i jeden srebrny.



 

 

Adam Małysz

Urodzony 3 grudnia 1977 w Wiśle, absolwent zasadniczej szkoły zawodowej (blacharz-dekarz), skoczek narciarski (169 cm, 55 kg), reprezentant miejscowego KS Wisła (od 1983), podopieczny trenerów: Jana Szturca (klub), Pavla Mikeski i Piotra Fijasa (1995-1998) oraz Apoloniusza Tajnera i Piotra Fijasa (1999-2004, kadra), a także Heinza Kuttina (od 2004 roku, kadra).

Sukcesy:

Igrzyska olimpijskie:
1998 Nagano: 8 m. (drużynowo), 51 m. (90 m), 52 m. (120 m),
2002 Salt Lake City: 2 m. (120 m), 3 m. (90 m), 8 m. (drużynowo),
2006 Turyn: 5. m (drużynowo), 7. m (90 m), 14. m (120 m)

Mistrzostwa świata:
1995 Thunder Bay: 10 m. (90 m), 11 m. (120 m),
1996 Bad Mitterndorf: 14 m. (loty),
1997 Trondheim: 10 m. (drużynowo), 14 m. (90 m), 36 m. (120 m),
1999 Ramsau: 9 m. (drużynowo), 27 m. (90 m), 37 m. (120 m),
2000 Vikersund: 16 m. (loty),
2001 Lahti: 1 m. (90 m), 2 m. (120 m), 5 m. (drużynowo),
2002 Harrachov: 18 m. (loty),
2003 Val di Fiemme: 1 m. (90 m), 1 m. (120 m), 7 m. (drużynowo),
2004 Planica: 8 m. (loty, drużynowo), 11 m. (loty, indywidualnie)
2005 Oberstdorf: 6 m. (90 m), 6 m. (drużynowo, 90 m), 9 m. (drużynowo, 120 m), 11 m. (120 m)
2007 Sapporo: 1 m. (90 m), 4 m. (120 m), 5 m. (drużynowo, 120 m);

Turniej Czterech Skoczni:
1997: 8 m.,
2001: 1 m.,
2002: 4 m.,
2003: 3 m.,
2004: 12 m.,
2005: 4 m.,
2006: 35 m.,
2007: 7 m.;

Puchar Świata:
3-krotny triumfator klasyfikacji generalnej PŚ (2001, 2002, 2003),
32 zwycięstwa w zawodach PŚ, 68 razy na podium zawodów PŚ;
12-krotny mistrz Polski indywidualnie;
nieoficjalny rekordzista Polski w długości skoku – 223,5 m.

PODCZAS OGŁĄDANIA DZISIEJSZYCH SKOKÓW SERCE MI ZADRŻAŁO JAK WIDZIAŁEM CO PODCZAS LOTU WIATR WYPRAWIAŁ Z ADAMEM TYLKO DZIEKI JEMU DOŚWIADCZENIU NIC MU SIE NIESTAŁO A TO ŻE STRACIŁ KOSZULKE LIDERA TO NIC BO ZOSTAŁY JESZCZE 2 KONKURSY I ZAPOWIADA SIĘ ŻE ADAM MAŁYSZ PORAZ 4 ZDOBĘDZIE KRYSZTAŁOWA KULĘ I BĘDZIE BEZ WĄTPIENIA NAJLEPSZYM SKOCZKIEM NA ŚWIECIE!!!! TRZYMAJMY ZA ADAMA KCIUKI!!!


Ł.P
Komentarze (2)
Kumulacja-20 MLN PLN!!! Spotkanie z konsulem USA!!!

Komentarze

2007-03-19 10:22:11 | 83.160.231.* | Gaceq nierejestrowy
Re: Adam Małysz - człowiek legenda [1]
Widzę że nie tylko ja lubie skoki narciarskie ;) Gratulacje dluuuuugiego i niezłego
wpisu! skomentuj
2007-10-25 08:13:05 | 83.15.23.* | karolina mazur kl c
adam małesz to mistsz skoków narciarskih a martin szmyrt to głu-pek heheh ale
faza skacze :):):):):):)a martin szmyt nie :):):):):) skomentuj
Najnowsze komentarze
2017-01-15 16:43
paq:
Kim jest przyjaciel???
PSYCHIATRA I PSYCHOTERAPEŁTA. To są jedyni "PZYJACIELE". Reszta to ...
2015-09-15 06:11
Gain :
Fałszywi przyjaciele dwulicowi ludzie za plecami rozgadani:(
Miałem taką sytuację że kolega zapraszał na piwo. Czasem pisał w nocy aby przyjść na melanż.[...]
2013-12-22 01:20
wokol.dziecka:
8 marca
:)
O mnie
Łukasz Pietrzyk
Łukasz P.
Archiwum
Rok 2008
Rok 2007
Rok 2006